|
W niedzielę 16 września 2007 wróciliśmy z wyjazdu na Litwę. W workcampie uczestniczyło pięć osób: Piotr, Marcin, Darek, Piotr i Adam. Towarzyszyli nam także Antoni i Alexas z Wilna.
Przyjechaliśmy pełni wrażeń, urzeczeni pięknem Litwy i z poczuciem dokonania czegoś pożytecznego. Co robiliśmy przez ten czas na Litwie?
W niedzielę 16 września 2007 wróciliśmy z wyjazdu na Litwę. W workcampie uczestniczyło pięć osób: Piotr, Marcin, Darek, Piotr i Adam. Towarzyszyli nam także Antoni i Alexas z Wilna.
Przyjechaliśmy pełni wrażeń, urzeczeni pięknem Litwy i z poczuciem dokonania czegoś pożytecznego. Co robiliśmy przez ten czas na Litwie?
Po pierwsze, codziennie pracowaliśmy w ogrodzie dworku „Strevadvaris”, w którym mieszkaliśmy. Jest to piękny dom rekolekcyjny położony między Kownem a Wilnem niedaleko rzeki Strevy.
Naszymi zadaniami były między innymi: przycinanie drzew, ścinanie krzaków, koszenie trawy, spalenie siana i gałęzi, kopanie rowu, malowanie bramek, konstruowanie grilla, naprawa dachu i drobne naprawki w domu. Pracy było dużo, ale nie była bardzo ciężka, była przede wszystkim bardzo potrzebna. Cieszymy się, że mogliśmy przyczynić się do upiększenia otoczenia Strevadvaris.
Codziennie po południu wybieraliśmy się na zwiedzanie bliższych i dalszych okolic. Bardzo pozytywne wrażenie wywarła na nas stolica Litwy – Wilno, której poznawanie rozpoczęliśmy od ośrodka Opus Dei. Spotkaliśmy się z jego mieszkańcami, a jeden z nich, Antek, dołączył do nas na ostatnie trzy dni workcampu.
W Wilnie zwiedziliśmy imponującą klasycystyczną katedrę, niesamowity gotycki kościół św. Anny, polski kościół św. Ducha i bajkową prawosławną cerkiew św. Ducha. Urzekły nas, wąskie, zabytkowe uliczki wileńskiej starówki, a także niezwykle malowniczo położony cmentarz na Rossie, który jest prawdziwą ostoją pamięci o polskiej części historii tego pięknego miasta.
Poza Wilnem byliśmy również w Kownie. Zwiedziliśmy ładną starówkę oraz, jako pierwsi zagraniczni goście, odwiedziliśmy nowy ośrodek Opus Dei w tym mieście. Zostaliśmy tam bardzo ciepło przyjęci.
Inne popołudnie spędziliśmy w skansenie (jednym z największych i być może jednym z najpiękniejszych w Europie). Skansen znajduje się we wsi o wdzięcznej nazwie Rumszyszki. Jest ciekawy i bardzo malowniczy. Mieliśmy tam też okazję zobaczenia, może niezbyt przystającego do scenerii, ale niezwykłego Hamera w wersji znacznie wydłużonej... Tego dnia poza zakupami (wśród których znalazły się takie litewskie specjały jak marmolada z czerwonych jagód, kwas chlebowy, wileńskie bombonierki czy kawowe czekoladki o przyziemnej nazwie nie nadającej się do zacytowania) byliśmy również nad ogromnym zbiornikiem wodnym pobliskiej elektrowni szczytowo-pompowej. Nazwa brzmi tajemniczo, a chodzi o to, że w czasie godzin szczytu elektrownia wodna produkuje prąd, natomiast poza nim zużywa energię na pompowanie wody do górnego zbiornika. Najważniejsze, że w Strevadvaris stale mieliśmy prąd...
Nasza najdłuższa wycieczka odbyła się ostatniego dnia. Głównym jej celem była słynna Góra Krzyży pod Szawlami, ale po drodze pojechaliśmy do sanktuarium w Szydłowie (lit. Šiluva), miejsca objawień Najświętszej Maryi Panny w czasach, gdy Litwę gwałtownie zalewał protestantyzm. Góra Krzyży wywarła na nas ogromne wrażenie. Jest to litewski symbol niezłomności w obronie wiary wobec ucisku w czasach zaborów, wojen i zwłaszcza sowieckiej okupacji. Liczba krzyży tam postawionych jest niezliczona. W przewodniku podano, że na obszarze 20x22 metry pod koniec lat 90. znajdowało się ok. 60 000 krzyży. Nie wiemy ile jest ich teraz, natomiast większość z tych, które widzieliśmy miała daty obecnej dekady. Widzieliśmy krzyże duże i małe, drewniane i metalowe, pięknie zdobione i proste, z napisami w przeróżnych językach (bardzo wiele w języku polskim). Niezwykłą atmosferę tworzyło ciche dzwonienie poruszanych przez wiatr tysięcy małych krzyżyków i różańców zawieszonych na większych krzyżach. Na koniec weszliśmy do pobliskiej kaplicy. Różni się ona od innych kaplic, ponieważ w ołtarzu nie znajduje się żaden krzyż. Za stołem ołtarzowym w ścianę wstawione jest wielkie okno przez które widać wiele krzyży, całą Górę Krzyży.
Jak było napisane w pierwszym akapicie, wróciliśmy pełni wrażeń życząc sobie w duchu więcej takich workcampów, tak potrzebnych, tak ciekawych i w tak miłym towarzystwie.
Adam Sołomiewicz
Zobacz także relację z wyjazdu w 2006 r.
|