 W dniach 25-28 września zorganizowaliśmy wypad w Bieszczady. Pojechaliśmy w 6 osób. Przez ostatnie 2 tygodnie pogoda próbowała nas zniechęcić do wyjazdu. Padało i jak na wrzesień było bardzo zimno. Na szczęście nie zrezygnowaliśmy i w czwartek rano wyjechaliśmy. Przez pół Polski, jak jechaliśmy, mieliśmy piękne słońce. Niestety na Przedgórzu Karpackim (juz za Rzeszowem) zaczęło się chmurzyć, a gdy juz po zmroku dojechaliśmy do Ustrzyk Górnych, zastała nas mrzawka...
 W dniach 25-28 września zorganizowaliśmy wypad w Bieszczady. Pojechaliśmy w 6 osób. Przez ostatnie 2 tygodnie pogoda próbowała nas zniechęcić do wyjazdu. Padało i jak na wrzesień było bardzo zimno. Na szczęście nie zrezygnowaliśmy i w czwartek rano wyjechaliśmy. Przez pół Polski, jak jechaliśmy, mieliśmy piękne słońce. Niestety na Przedgórzu Karpackim (juz za Rzeszowem) zaczęło się chmurzyć, a gdy juz po zmroku dojechaliśmy do Ustrzyk Górnych, zastała nas mrzawka...  Pomimo pochmurnego piątkowego poranka wyszliśmy w góry mając za cel Tarnicę (1346) - najwyzszy szczyt polskich Bieszczad. W piątek bardzo wiało, ale za to zaczęło się przejaśniać i wycieczka bardzo się udała. I tak w sobotę, na wycieczce po Połoninach Wetlińskiej i Caryńskiej mieliśmy taką pogodę, jaką moglibyśmy sobie zamówić. Początkowo było jeszcze duzo chmur, ale ociepliło się i juz tak nie wiało. Całą wycieczkę mieliśmy piękne widoki. Po południu słońce zaczęło się przebijać przez chmury.  Większość z nas w Bieszczadach była pierwszy raz. Teraz rozumiemy, dlaczego to pasmo górskie ma tylu miłośników i dlaczego tylu pieśniarzy i poetów wysławia ich piękno. Bieszczady mają to "coś", czego nie ma w zadnych innych górach. Trudno to opisać i równie trudno oddać fotografiami, dlatego warto wyrwać się z naszego wielkiego miasta, choćby na dwa pełne dni, tak jak zrobiliśmy to na koniec września.   |