O nas

Ośrodek Akademicki Przy Filtrowej to miejsce, w którym studenci i licealiści mogą poszerzyć horyzonty intelektualne, rozwinąć swoją osobowość, pogłębić formację kulturalną i religijną, a także nauczyć się lepiej służyć innym oraz zawrzeć trwałe przyjaźnie. Kontakt: tel. 22 825 05 92, filtrinfo[at]filtrowa.waw.pl

  • Pokaz zdjęć
  • Pokaz zdjęć
  • Pokaz zdjęć
  • Pokaz zdjęć
  • Pokaz zdjęć
  • Pokaz zdjęć
  • Pokaz zdjęć
  • Pokaz zdjęć

Opus Dei

Opiekę duchową nad Ośrodkiem sprawuje Opus Dei: Prałatura personalna Kościoła Katolickiego.

Reklama
Dziennikarz też człowiek. Relacja ze spotkania z Pawłem Płuską
Paweł Płuska
Co łączy białoruskiego kombajnistę z Aleksandrem Łukaszenką? Co to jest koń w dziennikarstwie i jak radzić sobie z redaktorem wydania? – opowiadał dziennikarz TVN Paweł Płuska.
 
 
 

 
 
 Co do tego, że praca reportera telewizyjnego jest ciekawa, nikt nie ma wątpliwości, ale o tym, jak wygląda zwykły dzień dziennikarza TVN, większość ludzi pojęcie ma raczej mgliste. To, co widzimy na ekranie w okolicach godziny 19 to tylko przysłowiowa wisienka na torcie, który nieraz może mieć słodko-gorzki smak.
 
Zamieszanie zaczyna się około 9 rano, gdy reporterzy zjawiają się na kolegium redakcyjnym. Optymalnie jest, gdy pochwalą się posiadaniem jakiegokolwiek tematu, którym mogliby zająć się danego dnia. Jeśli nic ze sobą nie przynieśli, wówczas zgłaszają wszyscy to samo, pilnie obserwując, jak redaktor prowadzący wydanie „Faktów” dostaje białej gorączki. 
 
Materiały powinny być zmontowane i oddane mniej więcej do godziny 18. Kiedy już są materiały: setki, rozmowy, przebitki, pozostaje tylko zmontowanie tego w zgrabną całość trwającą (co do sekundy) tyle, ile zostało zaplanowane. Jak wspominał Paweł Płuska na początku pracy w TVN przeszkadzały mu wcześniejsze doświadczenia radiowe. Jego pierwszy tekst został wyrzucony do kosza dlatego, że byłby zrozumiały dla widzów nawet wtedy, gdyby nie zobaczyli żadnego obrazu. Idealny materiał to taki, w którym obraz i dźwięk stanowią jedność i pierwszego bez drugiego nie da się zrozumieć.

paweł-płuska-ośrodek-akademiski-przy-filtrowej-duszpasterstwo-akademickie-filtrowaW drugiej części spotkania pan Płuska odpowiadał na pytania z sali. Dzięki temu wyszło na jaw, jak nieraz wygląda sprawozdawanie z ważnych wydarzeń, odbywających się w plenerze. Wśród najpopularniejszych trików, należy wymienić tzw. „konia”. W żargonie dziennikarzy oznacza to połączenie na żywo ze studiem, w którym czytane są wiadomości. Gdy reporter pojawia się w okienku na ekranie telewizora, zaczyna rytmicznie poruszać głową, udając, że uważnie wsłuchuje się w to, co ma do powiedzenia jego kolega. Czasami zdarza się jednak, że takie „wejście na żywo” jest nagrywane z konieczności kilka godzin wcześniej.

Podobno wielu wrażeń dostarczają dziennikarzom również wyjazdy na wschód Europy, na Białoruś i Ukrainę. Niełatwo się robi chociażby rzetelny reportaż o prezydencie Aleksandrze Łukaszence. Jeśli już nawet uda się dotrzeć do jego rodzinnej miejscowości, bądź też do sąsiedniej wsi, gdzie chodził do szkoły i ekipa zdoła wyciągnąć sprzęt z samochodu, natychmiast pojawia się „smutny pan” z białoruskiej policji i „z przykrością” informuje, że tutaj filmować nie wolno.

W zamian oferuje spotkanie z powiatowym sekretarzem partii, który oprowadza po okolicy i z dumą prezentuje to, co dzięki prezydentowi Łukaszence udało się zbudować. Na koniec zaznacza, że na drugi dzień jest w stanie zorganizować spotkanie ze zwycięzcą dorocznych zawodów białoruskich kombajnistów. Niewiele ekip telewizyjnych jest w stanie to wytrzymać.

Relację napisał Łukasz Majchrzyk